Poprawność językowa polityków.
Politycy bez względu na frakcję polityczną popełniają błędy językowe. Niepoprawnie formułowane wypowiedzi pojawiają się zarówno wśród posłów lewicy, jak i prawicy. Wśród polityków lewicowych najpowszechniejszym jest używanie końcówki „-em” i „-om”, tworząc wyrazy „nie chcem” oraz „muszom”. Prawica natomiast skraca wyrazy, zamiast poprawnych „powiedział”, „na przykład” powstają „pedział” oraz „napkat”.
Występuje również wiele błędów używanych przez polityków niezależnie od popieranej opcji. Najpowszechniejszym jest sformułowanie „dlatego, bo”, gdyż poprawną formą jest „dlatego, że/iż”. Kolejnym błędem jest nagminnie używane „w cudzysłowiu” zamiast „w cudzysłowie”. Często występują również pleonazmy, czyli niepotrzebne powtarzanie treści, przykładem może być „cofać się wstecz” oraz „kontynuując dalej”. Politycy używają też wielu rusycyzmów „pod rząd”, „na dniach”, które mają lepiej brzmiące polskie odpowiedniki „z rzędu” oraz „wkrótce”.
Tadeusz Ross – satyryk i poseł Platformy Obywatelskiej, uważa, że politycy powinni przejść szkolenia posługiwania się poprawnie językiem polskim. Poseł stwierdza, że nie ma osoby, która nie popełniałaby błędów językowych, jednak zdecydowanie byłoby lepiej, gdyby nie były one aż tak rażące. Posłowie przyjęli ten pomysł sceptycznie, nie chcąc wskazywać kolegów, którzy powinni brać udział w szkoleniu. Jednak otwarcie chwalili posłów poprawnie używających języka polskiego.
Również węgierscy politycy popełniają wiele błędów językowych. Z badań neurolingwistycznych przeprowadzonych przez budapesztańską Akademię Medyczną wynika, że ponad połowa zdań wypowiedzianych przez polityków podczas kampanii wyborczej jest niepoprawna. Naukowcy twierdzą, że za błędy odpowiedzialny jest stres, który obniża poziom cząsteczek, która służą komunikacji między komórkami nerwowymi mózgu.
Błędy ortograficzne polityków.
Nawet najważniejsze osoby w państwie popełniają błędy ortograficzne, jednak błędy popełniane przez polityków nigdy nie pozostają nie zauważone, natomiast są szeroko komentowane przez prasę oraz media.
Głowa państwa – Bronisław Komorowski najbardziej rażący błąd ortograficzny popełnił podczas składania wpisu w księdze kondolencyjnej w ambasadzie Japonii w Warszawie. Prezydent napisał: “Jednoczymy się w imieniu całej Polski z narodem Japonii w bulu i w nadzieji na pokonanie skutków katastrofy”. W tym zdaniu prezydent zrobił dwa błędy ortograficzne pisząc „bulu” zamiast „bólu” oraz „nadzieji” w miejsce „nadziei”. Bronisław Komorowski po nagłośnieniu zaistniałej sytuacji przeprosił za błąd popełniony w niezręcznej sytuacji oraz wypomniał błędy prezesa PiS: “Jestem skłonny bez żadnego bólu, tym razem pisanego przez “ó kreskowane”, zaprosić pana Jarosława Kaczyńskiego na “obiat”, jak on pisze przez literę “t”. Bez żadnych kłopotów może się wtedy razem pouczymy ortografii”. Prezydent kąśliwie odniósł się do błędu Kaczyńskiego, który rzekomo miał zostać popełniony podczas wpisu do księgi w pewnej restauracji, jednak w rzeczywistości błędu nie było a wyraz był napisany poprawnie.
Problemy z ortografią ma również Donald Tusk. Premier wpisując się do księgi pamiątkowej podczas wizyty na Górnym Śląsku napisał: “Bytom – miasto, w którym zakochać się może nawet Gdańszczanin mieszkający w Warszawie”. Napisanie słowa „gdańszczanin” dużą literą nie jest tak rażące jak błędy ortograficzne prezydenta, jednak również uważany jest za błąd ortograficzny tej samej kategorii. Profesor Walery Pisarek – językoznawca oraz autor ogólnopolskich dyktand nie krytykuje Donalda Tuska za ten błąd, gdyż uważa, że każdemu zdarza się popełniać błędy. Ortografię premiera ocenia również bardzo dobrze, gdyż kilkakrotnie brał udział w dyktandach, osiągając dobre wyniki.
Również mniej znani politycy mają braki w znajomości ortografii. Działaczka Prawa i Sprawiedliwości, nazywana „aniołkiem Kaczyńskiego” – Sylwia Ługowska na pewnym portalu internetowym po dodaniu pliku z walcem Johanna Straussa napisała: “Uwielbiam takie pobudki, piękno muzyki umie wprawić w dobry nastruj na cały dzień”. Błąd od razu został zauważony przez dziennikarzy, którzy żartobliwie tłumaczyli, że posłanka w porannym roztargnieniu źle użyła klawiszy na klawiaturze komputera.
Analiza i interpretacja wiersza.
Prawidłowa analiza i interpretacja wiersza stanowi podstawę do zrozumienia treści utworu i przekazu jaki został w nim ukryty przez autora. Umiejętność trafnego odczytania tego, co ów poeta miał w zamyśle nie jest tylko kwestią zdolności, wynika przede wszystkim ze znajomości zasad prawidłowej analizy utworu poetyckiego oraz interpretacji w odniesieniu do sytuacji w jakiej utwór powstał, co jest z kolei możliwe tylko dzięki znajomości życiorysu autora, epoki literackiej w której tworzył, filozofii danych czasów oraz aktualnie panującej mody w świecie. Należy dokładnie rozróżnić to co nazywamy analizą wiersza od interpretacji.
Analiza polega przede wszystkim na określeniu struktury wiersza, na opisie utworzonej przez poetę kompozycji. I tak też analizę należy rozpocząć od określenia rodzaju utworu. Czasem z pomocą przychodzi sam tytuł, tak jak na przykład „Tren X” Jana Kochanowskiego, już na samym początku mamy informację o tym iż wiersz będzie się składał z pewnej określonej kompozycji układając się na tren. Następnym etapem jest określenie podmiotu lirycznego, odszukanie środków poetyckich, motywu autora, sytuacji lirycznej. Prawidłowa analiza dokonana według powyższego schematu musi być oparta o znajomość środków poetyckich charakterystycznych dla danej epoki. Nie można podejść do analizy wiersza, jeśli nie wie się co to jest rym, metafora, czemu służy oksymoron, jakie znaczenie ma hiperbola…
Interpretacja wiersza natomiast jest próbą odpowiedzenia na pytanie czemu służy kompozycja utworu, jakie znaczenia mają poszczególne środki poetyckie, co autor w wierszu ma nam do powiedzenia, co chce przekazać, jak jego utwór odnosi się do czasów, w których tworzył. Interpretacja to wydobywanie sensu konstrukcji poetyckiej. Interpretując określony wiersz staramy się odnaleźć słowa kluczowe, nawiązania do innych dzieł literackich, to biblii, co mitologii, oraz do wydarzeń z życia autora. Każda analiza i interpretacja wiersza powinna składać się na pewien schemat zawierający wstęp, rozwinięcie i zakończenie. We wstępie powinniśmy umieścić informacje na temat życia autora, epoki, w której tworzył, filozofii danego okresu, nawiązanie do innych podobnych utworów literackich, poruszających ten sam temat. Na rozwinięcie powinny się składać analiza utworu poparta cytatami, kolejno strofa po strofie oraz zauważone analogie. Na samym końcu, w zakończeniu umieszczamy nasze własne przemyślenia i wnioski, które wyciągnęliśmy po przeczytaniu wiersza.
Językowe problemy z żeńskimi nazwami zawodów
Od pewnego czasu można zauważyć pewien istotny językowy problem, a jest nim brak żeńskich form dla określenia pewnych zawodów. Naświetlenie problemu wynika nie tylko z działalności feministek. Świat wokół nas się zmienia i coraz więcej kobiet zaczyna piastować męskie stanowiska pracy. Sytuacja ta stwarza konieczność znalezienia nazw określających te zawody.
W języku polskim nie ma problemu z pewnymi zadomowionymi nazwami zawodów, takimi jak lekarka, nauczycielka czy sekretarka. Kłopot pojawia się, gdy trzeba nazwać kobietę strażaka, prezydenta czy chirurga. Formy strażaczka, prezydentka czy chirurginii brzmią, co najmniej dziwnie. Słowa te mają dziwnie brzmienie wynikające z tego, że nie zdążyliśmy się jeszcze z nimi oswoić lub w ogóle ich jeszcze nie słyszeliśmy. Niemniej jednak, im określenie zawodu wykonywanego przez kobietę jest częściej używane w języku polskim, tym ma szanse ono zagościć w polszczyźnie na zawsze. Dobrym przykładem w tym przypadku jest słowo posłanka. Powstanie słowa wynikło z dużego zapotrzebowania na określenie kobiety w pracującej w parlamencie. Wkład w upowszechnienie tej formy zawdzięcza się także mediom. Sytuacja taka daje nadzieję, że także inne zawody i profesje wykonywane przez kobiety znajdą swoje trwałe żeńskie odpowiedniki.
F
eministki od dłuższego czasu liczą właśnie na powstanie takiego stanu rzeczy, gdzie każdy zawód będzie posiadał swój żeński odpowiednik. W wyniku tego często stosują określenia typu psycholożka, prezeska, ministra. Jednakże tego typu nazewnictwo ma także wielu przeciwników, którzy uważają, że określenia te są sztuczne i źle brzmiące. Szczególnie zwraca się uwagę na deprecjonujące nazwy zawodów, tj. dyrektorka, doktorka czy profesorka, powstałe w wyniku dodania do formy męskiej końcówki –ka. Na pewno żadna z pani piastująca takie stanowisko nie będzie z chęcią korzystała z tego typu określenia swojej profesji, gdyż słowo to posiada lekceważący wydźwięk.
Niemniej jednak nie podlega dyskusji fakt, że widoczne jest duże zapotrzebowanie na żeńskie określenie zawodów. Sytuacja ta staje się tym bardziej pilna, że panie zaczynają piastować coraz więcej męskich stanowisk. Być może za kilka lat słowa te samoistnie się upowszechnią, niemniej jednak na razie znajdujemy się na początkowym etapie tej drogi.
Polski język obcy
Język polski uznawany jets za jeden z dziesięciu najtrudniejszych języków świata. Być może osiągnięcie takiej pozycji zawdzięcza on skomplikowanej gramatyce, pełnej odstępstw od reguł ortografii, mnogości końcówek w odmianie czy też szeleszczącej wymowie. Niemniej jednak odnotowuje się, że obcokrajowcy coraz chętniej uczą się polskiego.
W kraju naszym, co roku przybywa cudzoziemców, a co się z tym wiąże także zwiększa się popularność naszego języka. Choćby w samej stolicy znajduje się już co najmniej kilkanaście szkół językowych uczących języka polskiego. Zawód lektora języka polskiego staje się coraz bardziej popularny, nie tylko wśród absolwentów filologii polskiej. W latach 80-tych profesja taka mogła być postrzegana co najmniej jako bardzo egzotyczna.
Osoby chcące się uczyć polskiego, ale także osoby uczące innych tego języka, muszą zmierzyć się z nie lada wyzwaniami. Przykładem mogą być choćby liczebniki. W języku angielskim liczebnik dwa – two istnieje tylko w jednej formie, która używana jest w różnych kontekstach. W przypadku języka polskiego musimy nie tylko uwzględnić rodzaj rzeczownika, z jakim stosujemy liczebnik – dwóch chłopców, dwie panie, dwa koty, ale także przypadek – widziałam dwie panie ale widziałam się z dwoma paniami. Taka gramatyka sprawia, że powstaje aż dziesięć form liczebników, a niektóre z nich dublują się. Trudno też wytłumaczyć obcokrajowcowi, że – widziałam dwóch chłopców oraz porozmawiajmy o tych dwóch paniach – to całkiem inne formy gramatyczne.
Znaczące problemy występują także ze składnią. Nielogiczne dla obcokrajowca może być choćby łączenie liczebników powyżej pięć z rzeczownikiem w dopełniaczu i orzeczeniu w rodzaju nijakim – jeden pociąg jechał ale pięć pociągów jechało.
Problemowe przykłady można mnożyć. Dlatego też zrozumiałym jest, że nauka polskiego może cudzoziemca przyprawić o siwiznę, a od lektora wymagać będzie sporej przebiegłości. W starciu z polszczyzną niejeden uczeń może poczuć się zdezorientowany, nawet pomimo dużego samozaparcia. Dlatego też często bywa, że lektor musi naprawdę starać się by zmotywować do nauki języka polskiego.